28
czerwca Stylowa została zaproszona na APROK Jam do Warszawy.
Nie
mogliśmy się doczekać tego dnia, bo zapowiadało się naprawdę nieźle.
Wszystko miało się odbyć na świeżym powietrzu, a hasło przewodnie
tej imprezy to pokój i harmonia czyli luz!
Dzień wyjazdu zapowiadał się pięknie, klara niesamowita. Wszyscy uzbrojeni
w dobre humory wsiedli do busa więc podróż do stolicy minęła nadzwyczaj
szybko. Kilka pamiątkowych fotek pod PKiN, metro i już jesteśmy na
miejscu. Całość przedsięwzięcia podzielona została na dwie części,
pierwsza Graffiti Jam odbywała się na........., druga na boisku nieopodal
stacji wilanowskiej. Między tymi dwoma miejscami kursował darmowy
autobus piętrowy, iście z Londynu, na którego szczycie można było
się zaopatrzyć w kiełbaskę i inne gadżety z grilla. Wytyczne jakie
dostaliśmy to: "bawcie się dobrze...i tyle!", plan ten więc
natychmiast wprowadziliśmy w życie.
Zwiedziliśmy
okolice w poszukiwaniu browaru w tym czasie na boisku zaczęło się
już rozkręcać. Miejscowi b.boys rozwinęli gumoleum i ostro napierali,
za sterami na dobre rozchulali się Spox, Domel i Spike. Tuż obok swe
umiejętności prezentowali "kopacze" zośki i rozgrywało się
kilka koszykarskich sparringów. Niewiele myśląc dołączyliśmy do gromady
tańczących i kurcze, tak miło nie było już dawno! Nikt nikogo nie
poganiał, miałeś ochotę potańczyć-tańczyłeś, piwko pod nosem, żarełko,
chciałeś pooglądać prace graffiti- proszę bardzo, podjeżdżał autobus
i jazda, po prostu wyyypas! Dobrego klimatu nie był w stanie zburzyć
nawet przelotny deszcz, zaraz po nim pokazała się tęcza i to podwójna!
Po
całym dniu b.boyingu przyszedł czas na mikrofony. Tą część "pikniku"
poprowadził Rufi i trzeba przyznać, że chłop stanął na wysokości zadania.
Fristajlując zgromadził ludzi wokół gramofonów i polecieliśmy! Na
pierwszy strzał Stylowa w okrojonym składzie ja + Domel, zaraz po
nas warszawska Siła Dźwięku czyli Kwiatek i Spike. Wszystko zakończyło
się wolnym mikrofonem, gdzie dzielnie dawali radę wspomniani wcześniej
Kwiatek i Rufi oraz przybyły Wujek Samo Zło.
Myślałem,
że to już koniec przygotowanych atrakcji ale znowu zostałem mile zaskoczony.
Organizatorzy zaprosili wszystkich na afterparty do klubu OFF. Cała
śmietanka towarzyska z boiska przeniosła się we wskazane miejsce na
zasłużony funky chill out(a właściwie raga:), gdzie urzędowaliśmy
niemalże do rańca. Nieobyło się oczywiście bez b.boyingu, bitewka
między Bartkiem(BGII), wspomaganym przez miejscowego b.boy'a, a mną
i Domelem sprawiła, że obudzili się nawet ci, którzy dawno już zapadli
w sen zimowy na krzesełkach.
Myślę,
że na dzień dzisiejszy brakuje tego typu spotkań. Zbyt dużo walk,
bitw i innych tego rodzaju konkursów sprawia, że ludzie podczas tych
imprez wogóle nie potrafią się rozluźnić. Ich głowy są zaprzątnięte
tym kto przyjechał startować, kto jest w jury i co robią inne ekipy.
Tu tego nie było, nikt nie martwił się tym, kiedy ma wychodzić na
scenę, żadnych schiz spowodowanych brakiem formy itp. Cała impreza
to totalny spontan i konkretny luuuz! Dzięki dla Gosi (JointWear),
Artura i całej warszawskiej paczki za zaproszenie nas, miłe przyjęcie
i gościnę!!!
Pis!
Decó
(SSS)