Kilka słów o "BOTY"

Do napisania tego tekstu zbierałem się od dawna, jednak zawsze cos mi przeszkadzało, najprawdopodobniej musiał dojrzeć w mojej głowie, a może potrzebowałem jakiegoś kopa emocjonalnego? Jeśli tak, to znalazłem go w końcu, bo wkurwiłem się nie na żarty wiadomością, iż do BOTY EE 2003 wchodzi Broken GlassII i Koszalin, pomimo iż w myśl wcześniejszych ustaleń nie kwalifikują się. Nie zrozumcie mnie źle, w żadnym wypadku nie jestem zazdrosny, już dawno z tego wyrosłem, znam te ekipy i szanuję je. Nie chodzi też o to, że "cała sława nie spadnie na nas", jak określił to organizator BOTY Polska, nie dbam o to. Sęk tkwi w tym, że ja i mój skład mamy dość robienia nas w bambuko od lat. Zamieszanie proceduralne, z tego, co zauważyłem, to na tej imprezie normalka.

Burdel Of The Year- tak nazwałbym tą imprezę na dzień dzisiejszy, kombinacje kosmiczne, to specjalność jej organizatorów. Problemy z ustaleniem zasad, stare czy nowe (kurde mają prawie ten sam problem, co rząd z maturami!), brak miejsca "bet show", brak KOMPLETNIE ZADNEJ NAGRODY DLA ZWYCIEZCOW, to mi śmierdzi... Dowiadujemy się, iż do finałów EE wchodzą cztery zwycięskie drużyny, ale ale...Nie tak szybko! Nagle zostajemy poinformowani, że ponieważ są dwa "wolne" miejsca, to z Polski wchodzą dodatkowo dwie ekipy! Hurrra, cieszmy się, nieważne, że organizatorzy mówią wpierw coś innego, a dzieje się coś zupeeeełnie innego, jest fajnie, bawcie się! Małolaty zajarane będą przynosić pieniążki za wstęp, sponsorzy grubo przysmarują, a oni to wszystko zbiorą w kupę i podłożą otoczkę "propagowania b.boyingu"! Supa!

Wielu z Was zapyta,(jak ja na początku) to po cholerę było robić te eliminacje? Przecież ekipy można było kwalifikować w inny sposób! Nie trzeba było robić cyrku, zapraszać zwierzątek, poobiecywać im różne rzeczy, a potem zrezgnować z wszystkiego. Otóż mylicie się! Trzeba było, bo to jest moi drodzy grrrrruuuubbby hajs, znaczy kasa, znaczy pieniążki się rozumie, a prawdę mówiąc takie pieniążki ja też bym chętnie przytulił:)

Wracając do otoczki "propagowania b.boyingu"... ha! Śmiać mi się chce!!! Co wy chcecie propagować? Nie macie zielonego pojęcia o prawdziwym b.boyingu! Dostajecie wytyczne z Niemiec, zapisane na kawałku papierka i to wasz cały "tru b.boying". Możecie sobie tym wytrzeć dupę i wyrzucić to do kibla, tyle myślę o waszym "propagowaniu". Osobiście taktykę tą nazwałbym raczej "kaleczeniem", bo jak to się dzieje, że ludzie, którzy rozporządzają niesamowitym stylem i finezją od dawien dawna są na tej imprezie pomijani i niezauważani. Nie wiem czy dzieje się to przypadkiem, ale wątpię w to: drużyny, w których nikt nie robi power moves nie są nawet brane pod uwagę.

Oka, rozumiem, że power jest bardzo ważny i nigdy tego nie neguję, ale nie mając swego stylu, jesteś przecież tylko idiotą, który nauczył się obracać na głowie, nie zasługującym na miano "b.boy". Poza tym, jeśli według ocen sędziów styl jest tak samo punktowany, jak power, to, dlaczego często zdarza się tak, że do finałów dochodzą ekipy, które kręcą wyłącznie power, nigdy natomiast nie było odwrotnie! Nie spotkałem się z finałowym składem, który nie robiłby "figur", a wyłącznie style, więc jak to jest z tą równością.....? Ostre faworyzowanie figury zwanej "air track", sprawiło, że jeśli nie robisz jej, nie masz, co myśleć o zajęciu czołowego miejsca..... to ma być propagowanie "prawdziwego b.boyingu"???

Ludziom, którzy kumają bazę możecie dać nawet ostatnie miejsce, a oni i tak mają to w dupie. Pojadą do domu, obejrzą materiał i przekonają się po raz kolejny, że zrobili swoje jak należy i nie oni tu popełnili błąd. I tak będzie z wszystkimi, którzy będą oglądać ten materiał! Za kilka lat będą siedzieć i mówić:" nie no, to był wał... oni powinni być w finale!"

Jedyną rzeczą, jaką promuje ta imprezka na dzisiejszy dzień, jest "akrobatyka i zaliczanie numerów", tak bym nazwał te wytyczne! To nie ma nic wspólnego z tańcem i wprowadzaniem swojego ciała w rytm. Nie ma nawet, co mówić o indywidualnościach, przez swoją "indoktrynację" i sposób przyznawania miejsc sprawiliście, że cały niemalże świat "rusza się na jedno kopyto", każdy małolat marzy tylko o tym, aby kręcić się i twistować. Co z tego, że szerzą na szeroką skalę, jeśli szerzą gówno! Daje to wręcz odwrotny rezultat, ludzie, którzy zdobywają czołowe miejsca są przekonani, że to oni reprezentują tru skul i opowiadają swoje chore ideologie, w ten sposób taniec zostaje oderwany od swoich prawdziwych korzeni i nie propagowany, a zniekształcony. I nie ma, co się tłumaczyć tym, że organizatorzy nie mają wpływu na oceny sędziów, bo to w efekcie i tak ich wina, zostali oni zaproszeni na ich życzenie.

Mistrzostwa Polski! HaHAHAHAHAHAHa! Może niedługo zorganizujemy olimpiadę? Skok przez płotki podczas wykonywania air tracka, co Wy na to?

Z roku na rok jestem coraz bardziej rozczarowany, ale nie zawsze tak było... Pamiętam moje pierwsze BOTY w '96r., to był wyyypas! Wielkie hiphopowe święto, podziemna impreza na najwyższym poziomie. Gdziekolwiek poszedłeś wszędzie TAŃCZYLI, różnorodność styli w kółkach paraliżowała, każdy był inny. Dwudniowa impreza połączona była z konferencjami i pogadankami na temat tańca, wielkie hiphopowe głowy rozmawiały z ludźmi, odpowiadały na pytania, żaden z elementów nie był zaniedbany i to była prawdziwa propagacja! Graffiti nie ograniczało się tylko do jednego wrzutu na scenie, a na temat podejścia do djingu, mogłeś porozmawiać z samym Z-tripem...Byłem dumny z tego, że udało mi się tam dotrzeć, ten wyjazd kompletnie zmienił moje podejście do prawdziwej kultury hiphopowej. W powietrzu dawało się wyczuć, że to jednak coś więcej niż tylko "zawody", to było coś o wiele głębszego! Czuć było troskę o edukację małolatów, chęć podzielenia się doświadczeniami, przemyśleniami. Podniecałem się tym wydarzeniem niesamowicie! Chciałem, aby wszyscy tam pojechali i cieszyłem się, że z roku na rok BOTY rozwija się coraz bardziej. Ale niestety, potem było już coraz gorzej... Wydaje się, że ludzie zajmujący się BOTY są tak pochłonięci ustalaniem nowych reguł i rozszerzaniem tego przedsięwzięcia, że niezauważają, iż robią po prostu pope!

To suche pokazywanie umiejętności taneczno-akrobatycznych! Jest to tak głupie, jak nauka break dance ze stron internetowych! Myli się każdy, kto myśli, że w ten sposób nauczy kogoś lub zarazi tańcem. Jedyne, czego te małolaty się nauczą, to złodziejstwo numerów, każda propagacja musi być połączona z rozmową i tłumaczeniem.

Tak nie może być, ślepi jesteście?! Zastraszająca ilość kolesi zrzyna bezkarnie numery, na domiar złego zdobywają na tych zerżniętych numerach miejsca!. Wszyscy niemalże poruszają się w ten sam sposób, to jakiś kyrk curwa!

Kiedy dziś widzę slogan "a change direction", to chce mi się śmiać! Zmiana kierunku, ha rzeczywiście, o 180 stopni! Organizatorzy większą uwagę zwracają teraz na wygląd całej imprezy i otoczkę(, która zrobiła się bardziej plastikowa) niż na to, co jest prawdziwym b.boyingiem. Nie liczy się to, co będzie się działo na scenie, a to, jak to będzie wyglądać i czy się dobrze sprzeda, ten cały blichtr przyćmił to, co w tej imprezie było najbardziej wartościowe. Dawne ideały padły wraz z początkami komercjalizacji, to już nie konkretna impreza, to potężna korporacja, nastawiona na wielomilionowy zysk. Coraz bardziej oderwana od prawdziwych korzeni hiphopu, coraz częściej negowana przez ludzi, którzy kumają bazę.

Reasumując, według mnie, BOTY jest imprezą, która promuje nie break dance, a taniec(?), który z braku lepszego określenia nazwałbym po prostu-BOTY.

I coś jeszcze! Nie podzielam decyzji Non Toper Mielonka o złamaniu reguł, ale nie dziwię im się. W takiej wersji, te zawody to FARSA!!! NTM zostało zdyskwalifikowane za złamanie ustalonych wcześniej zasad, czy w tym wypadku należy w ten sam sposób potraktować organizatorów ???:)

DecSSSpec