Standardy
czyli pokaż mi to skakanie na jednej ręce.
Co
jest standardem w break dance? Dla wielu osób będzie to coś innego,
więc mogę jedynie spróbować zdefiniować, co nim jest. Według mnie
są to numery, które widzisz u wszystkich czyli najczęściej wykonywane.
Nie można postawić znaku równości pomiędzy standardem i podstawami,
bo podstawą b.boyingu nie są triki, które się wykonuje. Myśląc w ten
sposób, zapędzamy się w kozi róg, gdyż każdy powie coś innego i okaże
się, że wszystko jest podstawą. Jeśli już jednak tak przyjąć, to na
pewno należy do nich up rock i różnego rodzaju freez'y, gdyż są to
elementy, które wykonują wszyscy, niezależnie od tego czy są to "stylowcy"
czy "powerowcy". Podstawą według mnie jest kreatywność,
taneczność, rozwinięcie własnego stylu, indywidualizm, niepowtarzalność...
To rzeczy ponadczasowe, dużo zmieniło się od początków break dance,
te rzeczy jednak nie. Bez tego wszyscy zachowywalibyśmy się jak małpki
w cyrku, ćwicząc tylko zobaczone wcześniej patenty.
Większość młodych tancerzy chce umieć to, co jest modne, trenują te
numery, które są obecnie na topie. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ
każdy z nas chce tańczyć jak najlepsi i być akceptowanym przez innych,
a jest to jedna z dróg, aby to osiągnąć. Ćwiczą na przykład skakanie
na jednej ręce, bridge freez'y itd., pomimo tego, iż wychodzi im to
fatalnie i widząc, że nawet, jeśli to opanują, to wychodzi z tego
marna kopia. Kiedy pytam, dlaczego tak postępują, argumentują, że
jest to standard i w chwili obecnej każdy powinien to robić. Usprawiedliwiają
się, że widzieli to już wiele razy i milion osób robi ten numer, więc
dlaczego nie oni?
Mówili,
że gdyby nie podwyższanie standardów, break dance stałby się jak inne
tańce, gdzie nie są wymyślane nowe kroki, ruchy, przejścia. Stanąłby
w miejscu, a najlepsi oceniani byliby(jak w innych tańcach) jedynie
według techniki i ekspresji. Podnoszenie standardów, według nich pomaga
rozwijać ten taniec. Według mnie jest to bardzo niebezpieczne dla
oryginalności b.boyingu. "Jeśli pozostaniesz w old school'u,
to nic nie osiągniesz, zostaniesz z tyłu", to nieprawda. Old
school nigdy nie negował oryginalności, kreatywności, nowatorstwa,
pod warunkiem, że powstaje to pod wpływem twojego własnego "ja",
a jeśli jest inspiracją, to zostaje podniesione na wyższy poziom.
Nie było litości dla "fake b.boy's", zawsze byli wyśmiewani,
ostatnimi czasy zaź wydaje mi się, że to uległo zmianie i to na gorsze...
Pojęcie standardu według mnie grubo przekracza dla niektórych tą cieniutką
linię pomiędzy inspiracjami, a kserowaniem(o której wspominałem kilka
numerów wcześniej) i zdecydowanie jest to kse-ro-wa-nie.
Powtarzanie patentów, nie przyczynia się do rozwoju b.boyingu. Być
może przysporzy
to komuś sławę(rozgłos), będą znani z dobrych numerów, freez'ów
ale na pewno nie posunie to tego elementu do przodu. Nie zrozumcie
mnie źle, nie mam nic przeciw takim praktykom, pod warunkiem jednak,
że pan "x" nie popisuje się tymi numerami na imprezach.
Dopóki ćwiczy je wyłącznie na treningu, jedynie po to, by osiągnąć
przez to większą sprawność lub(co jest najlepszym rozwiązaniem) rozwinąć
ten trik, dodać coś swojego, na jego podstawie tworzyć coś nowego,
jest to OK. W tym wypadku akurat podwyższa to poziom b.boyingu i wzbogaca
go o nowe ruchy, rozwiązania, przejścia. Jeśli natomiast trenuje go
po to, by jedynie dobrze powtórzyć, to już nie jest wporzo... Jest
to zwykłe kopiowanie, a wiecie przecież, że hiphop nie toleruje tego.
To tak, jakby MC rymował czyjeś teksty lub writer malował czyjeś wrzuty,
pfuj, fake! Takie postępowanie działa wręcz odwrotnie, sprawia, że
wszystko zaczyna stawać w miejscu i kręci się wokół oklepanych numerów,
zubaża go. Przez takie zachowania staje się on nudny dla oka, dla
nas, tancerzy i dla zwykłych laików, przez co tracą oni pojęcie o
tym, czym jest naprawdę break dance.
Wyobraźcie sobie następującą sytuację: jedziecie na konkurs w charakterze
jury i widzicie kilka ekip, które robią to samo. To smutne ale coraz
częściej można zaobserwować to na różnych zawodach. Ich ocenianie
nie ma zatem na uwadze kreatywności, bo jej po prostu nie ma, oceniacie
to, kto lepiej technicznie wykonuje te "standardy". Konkursy
takie jak np. Battle Of The Year ostatnimi czasy stosują takie metody,
tzn. wysoko premiują ekipy, które dobrze wykonują "modne numery",
zabijają w ten sposób indywidualizm w b.boyingu. Przykładem może być
Circle Of Fire(USA), których show kilka lat temu na tej imprezie mnie
po prostu zabił, szczyt pomysłowości. Nie został jednak doceniony
w żaden sposób, a był on niepowtarzalny, choć właśnie pozbawiony jakichkolwiek
standardów. Teraz natomiast, ponieważ spodobał się wielu tancerzom,
patenty z ich układu są wykorzystywane notorycznie czyli ludzie zaczęli
podpinać je pod standard. Młodzi tancerze coraz częściej stosują tę
metodę, z prostych przyczyn, ponieważ to im się bardziej opłaci. Zrzynają
numery z kaset, ponieważ widzą, że nikt tak naprawdę nie zwraca na
tych konkursach(lub udaje, że nie zwraca) uwagi na to. Wygrywają standardami
i nie przejmują się tym wcale.
Piszę
o tym wszystkim, nie po to, by pouczać, lecz aby uczulić, pokazać,
że są inne sposoby, inne drogi. To mój własny punkt widzenia i nie
każdy musi się z tym zgodzić. Wielu z was zapewne odezwie się, że
przecież każdy tak zaczynał i jest to najlepszy sposób na naukę. Oczywiście,
każdy z nas inspirował się czymś i kopiował, jednak z tego właśnie
powodu piszę o tym. Nie musicie popełniać tych samych błędów co inni.
Wymyślanie własnych trików to niezwykle mozolna praca, jednak daje
o wiele lepsze efekty, niż tłuczenie tych standardowych.
Efekty efektami, nie wspomnę już o satysfakcji!
Decó
(SSS)