|
|
Taniec Spostrzeżenia dotyczące sceny break dance, hmmmm...
Właściwie nie mam zielonego pojęcia jak zacząć i nawet o czym pisać:)
Może spróbuję napisać o tańczeniu? Właśnie! Termin ten ostatnio dość
spłycono i czasem wydaje mi się, że niektórzy mylą się mówiąc: "idę
sobie potańczyć". Mam takie dni, kiedy idę na trening i po prostu
"zaliczam numery", a przecież tego nie można nazwać tańczeniem!
Do śmiechu doprowadzają mnie teksty młodych b.boy's mówiących: tańczę
trzy miesiące i pokazujących mi jak wchodzą z "dziewiątki"
do "dziesiątki"(o istnieniu tej figury dowiedziałem się
niedawno:))). Zawsze poprawiam ich: PRÓBUJESZ tańczyć od trzech miesięcy,
a właściwie próbujesz robić numery zaliczane do break dance. Każdy
nowy ruch jaki zobaczą starają się nazwać, skatalogować, ocenić stopień
trudności, liczą ilość obrotów itp. Być może to jest "break"
ale na pewno nie "dance". Tańczysz, kiedy masz ochotę, czujesz
luz, poruszasz się w rytm nie myśląc nawet o tym co za chwilę zrobisz.
To muzyka jest motorem napędowym, pływasz w niej i takie tam jeszcze
bzdety... Po prostu pełen spontan! Jeśli nie ma na treningu muzy,
to zawsze zaliczam go do nieudanych, to jest porażka. Gdyby nie muzyka,
komercja dawno wciągnęłaby break dance na listę dyscyplin olimpijskich,
to właśnie dzięki niej b.boying jest jednym z elementów hiphopu, a
nie np. disco polo. Zastanowiłem się trochę nad tym i zauważyłem,
że nie do wszystkich to dociera niestety. Ludzie wychodząc do kółka
więcej uwagi zwracają na to, jaki numer zrobić, zamiast posłuchać
bitu, wczuć się w niego i wpasować. Przecież to tak, jakby MC wychodził
na scenę i w dupie miał podkład, rymując własnym tempem, to po co
w takim razie DJ?
|