Show
- wspólna jazda
Coraz
więcej tancerzy w Polsce ma dość imprez, na których kwalifikacja
do finału odbywa się na podstawie przygotowanego wcześniej show.
Wcale im się nie dziwię, bo jak oglądam większość produkcji tego
typu, to chce mi się śmiać i płakać jednocześnie, po prostu wieje
nudą. Zbyt dużo ekip nie ma do zaoferowania nic oprócz numerów,
które piłują na treningach. Zauważyłem, że tworzenie show coraz
częściej ogranicza się do dodawania muzyki, pod nowo wyćwiczone,
wspólne ruchy. Szkoda, że tak mało składów potrafi się rzucić na
szeroką wodę, kombinując coś po swojemu, zamiast "inspirować"
się sprawdzonymi już patentami. Na domiar złego, coraz częściej
sędziowie przymykają na to oko, czasami wydaje mi się, że w ogóle
nie zwracają uwagi na to, co przygotowała ekipa, sugerując się jedynie
stopniem trudności wykonywanych numerów, synchronizacją ruchów itd.
To jednak inny problem, chociaż pośrednio wpływa na to, że w układach
jest coraz mniej oryginalności.
Dużo
ludzi mówi: Aaa... Pokazy... To do dupy, wole bitwy, bo jest jazda.
Oczywiście zgadzam się z tym i nie chcę, aby ktoś pomyślał, że jestem
przeciwny bitwom, bo tak nie jest. Chcę tylko zwrócić uwagę, że
są jednak tancerze, którzy mają coś do przekazania przez te właśnie
parę minut jako ekipa. Potrafią je ciekawie zagospodarować, 5 czy
10 osób, nieważne, to współpraca. Są ludzie, którzy mają coś do
zaoferowania jako zespół, wynik wspólnej jazdy, taka propozycja
i to jest w porządku. Nie jest łatwo wymyślić coś razem, takiego,
czego jeszcze nie było, uderzyć z innej strony. Nie mówię tu o oklepanych
patentach, a o atakowaniu z innej strony. O! Teraz polecimy tak,
zbadajcie to! Nie reperowanie czasu wyświechtanymi układami, z miną
jak matematyk(1, 2, 3, 1, 2, 3...), liczenie bitów. Wystarczy zbadać
rzeczy, którymi obecnie zajmuje się Storm, mieliście okazję zobaczyć
jego robotę na Vivie niemieckiej. To prawdziwe spektakle, gdzie
wszystko ma ręce i nogi, kilkuminutowe opowieści, łączące wszystkie
elementy: electro, popping, locking, style, power. Nie jest to tępe
pokazywanie swoich umiejętności, zaliczanie patentów, które potrafisz.
Widać,
że najpierw jest pomysł i każda rzecz, którą wykorzystuje w programie,
jest podporządkowana pod tą "myśl przewodnią".
Gdyby nie było tych wspólnych występów, b.boying by zbiedniał. Każdy
ćwiczyłby "swoje", zupełnie nie zwracając uwagi na tworzenie
czegoś wspólnie. Oczywiście znajdą się głosy, mówiące, że na bitwach
też można przecież sypać układy, przykładem tego mogą być Vagabonds,
Wanted(zresztą wyśmienici "w te klocki"). Jednak z drugiej
strony wielokrotnie słyszałem opinie:" Nie no, z tymi układami
to przesadzili, walki są na żywioł, a nie na jakieś poukładane patenty",
no właśnie, poniekąd również tak uważam. Poza tym, co z muzą? Podczas
bitwy nie masz na nią żadnego wpływu, a o to przede wszystkim właśnie
chodzi, żeby do danego układu dobrać właśnie taką, jaka Wam pasuje
lub(co jest często jeszcze lepszą rzeczą) pod nią właśnie kombinować.
Wymyślać tak, by wszystko współgrało, wykorzystać ten czas należycie,
pociąć ją odpowiednio, powkładać przerywniki, przyspieszyć itp.
Po prostu stworzyć odpowiedni klimat, do tego, co przygotowujecie.
Ciężko jest zrobić coś takiego. Wiele ekip nie potrafi pójść na
kompromis, po prostu każdy wybiera kawałek, do którego będzie mu
się dobrze tańczyć i łączą je do kupy, stosując różnorakie "przejściówki
muzyczne". Efekt jest taki, że nawet jeśli wszystko pójdzie
zgodnie z planem, czyli każdy zaliczy swoje wyjście na piątkę z
plusem, to i tak wygląda to miernie. Całość po prostu nie trzyma
się kupy, bo nie da się zgrać dwóch różnie brzmiących kawałków,
nie mówiąc już o tym, że często nie są one w tym samym tempie. I
tak słuchasz np. jak koleś leci pod "Mexicane", a zaraz
po nim kolejny atakuje "Redman i Method Man". To moim
zdaniem najgorsza z możliwych rzeczy, robienie układu poklejonego
z "hitów", pozbawione jakiejkolwiek konsekwencji. Zmiany
klimatów są okej, jeśli jednak są zbyt drastyczne, brzmi to fatalnie.
Często ekipy nie zwracają uwagi na to, do czego tańczą, bo wg nich
liczą się efekty wizualne, spychają w ten sposób muzykę na drugi
plan, a to nie za dobrze, bo przecież wszyscy trąbią, że break dance
to taniec. Jeśli taniec, więc ja i muzyka to jedność. Mam okazję
dobrać sobie kawałek, przy którym czuję się najlepiej, który najlepiej
zinterpretuję swoim tańcem, ale zawsze muszę pamiętać o tym, że
np. Futo w tym klimacie czuje się źle, więc może lepiej wybrać coś
pod niego, Faza coś pod nas itd., itp. To nie jest moje solo, to
pokaz tego, co możemy zrobić razem, a więc razem myślimy o tym,
jak zrobić to w ten sposób, żeby wszystko miało ręce i nogi, żeby
żaden kawałek, ani numer, który robimy nie odstawał od całości,
konsekwencja. Nie chodzi o to, żeby tańczyć do muzyki, która jest
obecnie "na czasie", ale żeby dobrać taką, którą najlepiej
będę potrafił zobrazować, a przy okazji cała ekipa będzie mogła
się w niej odnaleźć.
Po
to właśnie, moim skromnym zdaniem, wprowadzono takie kryteria oceny,
jak np.: dobór muzyki czy wygląd ogólny. Oczywiście nie pomogą żadne,
nawet najlepiej skonstruowane kryteria, jeśli w jury zasiada ktoś,
kto z różnych przyczyn je skrzętnie omija, co mieliście okazję nie
raz pewnie zobaczyć. Jednak nie o to chodzi w tym wywodzie, bo choć
byście zrobili nie wiem co, to nic nie poradzicie w tym temacie.
Macie natomiast wpływ na siebie i na to co razem robicie, więc może
następnym razem, zamiast się kłócić kto do czego tańczy, postarajcie
się pójść na kompromis, dogadać się. Zdziwicie się, bo efekt może
być piorunujący, a całość tak ciekawa, że ciężko będzie od tego
oderwać wzrok i nawet jeśli nie zostaniecie dostrzeżeni przez skład
sędziowski, to będziecie mieć satysfakcję, że daliście radę. Macie
tworzyć zgraną ekipę, nawet jeśli jesteście bandą indywidualistów.
Uwierzcie mi, że da się wymyślić coś wspólnego "z jajem",
coś czego jeszcze nie było. Powodzenia!
Decó